wwo każdy ponad każdym tekst
[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska] Embed. Cancel. How to Format Lyrics: WhiteHouse, WWO - Każdy ponad każdym. 97. Praktik, Pezet, Ten Typ Mes - Kilka lat później. 98.
WWO (prononcé vou-vou-o) est un groupe de hip-hop polonais, originaire de Varsovie.Formé en décembre 1999 par les rappeurs Jędker (Andrzej Wawrykiewicz) et Sokół (Wojciech Sosnowski), le sigle « WWO » désignait à l’origine W Wyjątkowych Okolicznościach (« dans des circonstances exceptionnelles »). À la fin de la coopération avec le groupe BMG Pologne, WWO change son nom
Sokół, WWO - Każdy ponad każdymNagranie z wydarzenia "Kosmiczny Koncert" Spodek, Katowice, 05.03.2022
WhiteHouse, WWO - Każdy ponad każdym. 5,3k. 2. Doniu, 52 Dębiec - Uciekaj. 4,8k. 3. Sprawdź o czym jest tekst piosenki Cira - Cirap nagranej przez Antologia
Zarazem każdy ją kocha I wszyscy nienawidzą [Zwrotka 4: Jędker] Zimne oblicze spogląda ze środka Jak nie wiadomo to jego zamotka Bóstwo kawał papirus hologramem Często odwiedza też Copa Cabanę Nie jestem fanem jego aż do tego stopnia Głupotą płonąć dla niego jak pochodnia Herby, godła, układy Las Vegas
Freund Flirtet Ständig Mit Anderen Frauen. Tekst piosenki: Każdy ponad każdym KODEX2 Teskt oryginalny: zobacz tłumaczenie › Tłumaczenie: zobacz tekst oryginalny › Marysia była lekko w szoku, dumna w pełniCałkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupiaDo pizzerii zjeść,Opanować nerwy weszła gdzieśW okolicach śródmiejskich, północna częśćSMS-a mu pisała, pomyślała,Że się czuje trochę takJak wtedy, kiedy pierwszy razZ Internetu ściągnięty referat dałaNa uczelni do sprawdzeniaJednak teraz poziom podniecenia większyDziś zdradziła Ryśka po raz pierwszyCzuła się lepszaI czuła, że należy jej się lepszyRyszard, taryfiarz niezrzeszony w korporacjiI Marysia,lat temu trzyPoznali się podczas wakacjiDzisiaj prócz akcji “Rogi”Ta licencjatka psychologii robiJeszcze jedną bardzo ważną rzeczMagistra broni, z podwójnych nerwów teraz jePodwójną pepperoni, choć zwykle dba o linięTeraz to pierdoli, teraz o nimRysio, taxi driverZbieżność z Klanem przypadkowa całkiemWiezie babę właśnie na taryfie czwartejZ delikatnym wałkiem, bo powinien normalnieWkurwia go, bo wali od niej warzywniakiemPatrzy przez ramię,Czy nie zostawia brudu na kanapieJanina, bo tak na imię babieMyśli tymczasem o tymPodejrzanym chamie,co prowadzi wózNie złapie nigdy już taksówki na ulicyRzadko jeździw zieleniaku na dzielnicy siedziCały dzień, gdzie posadził ją zięćAle dziś on wyjechałI znów przyszły chuligany z nożemJanina tego dłużej znieść nie możeI chociaż zięć mówił, żeby, broń BożeNie zgłaszać tego, bo może być gorzej, to onaKłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę,“halo” – pędemI gna tera cierpem na komendęKażdy ponad każdym, skurwysynInnego traktuje, jakby był niczymWszyscy najmądrzejsi, jebaniMyślą chyba, że są wybrańcamiWszyscy tu, niestetyNa takie podejście brak mi słówJakiś czas wcześniej spod lubelskiej wsiWyjechał do stolicy szukać lepszych dniGrzegorz, w pizzy znał jednegoZ powiatu swego, robiącego już od ‘99Karol ma na imię, w plackach trochę robiGrzegorz postanowił,Że też spróbuje sił w gastronomiiWysiadł na Wschodnim,Zadowolony,że za bilet nie zapłacił frajerowiChuj, że kawał drogiSiedział w kiblu pociągowymWalił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochęAle cieszył się,Że się ostały polskie złote, proszę cięLekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicyWtem – saluto, patrol stołecznej policjiGrzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzyZ twarzy był podobny zupełnie do nikogoJednak ubrany na brązowo-fioletowoNa górze ma mieć sweter, a na dole na dresowoPrzypasował im stuprocentowo,Omyłkowo do opisu kogośBluźnił, przepraszał, nawijałJakiś czas później pani Janina drzwi zamykaOd taryfy Rysia i wyklinaOd złodziei w myślachSzyld policja, wchodzi, składa zeznaniaRutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdolBiorą tych, którzy są pod rękąI chociaż staje kilku gości młodychBez cienia wątpliwościTen od spodni fioletowychW swetrze brąz, dla Grzesia wstrząsPies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią“Przecież dopiero, co przyjechałem”Tłumaczy Grześ chwilę,Ale zlisił się na biletI przesiedział swe alibiW jednym z kibli, tyleKażdy ponad każdym, skurwysynInnego traktuje, jakby był niczymWszyscy najmądrzejsi, jebaniMyślą chyba, że są wybrańcamiWszyscy tu, niestetyNa takie podejście brak mi słówKArol, lat dwadzieścia, w sercu ŚródmieściaNie podejrzewając nic, zrobił kilka pizzNie wiedział nawet,Że wybierał się do niego GrześJak zwykle statyści przyłazili jeśćI gdzieś koło czternastej, eurekaCzaderski pomysł rzucił kolegaWrzucić kwasa w pepperoniNa nieświadomce ktoś opierdoliKto jest kto?Rozwiązanie zagadki, posłuchajTą pizzę, pokroiwszy na kawałki,Zżarła ta Marysia od Rysia z taxiJak już się domyślaszTen egzamin, który ma napisać,Ma prawo nie wypalićKonsumując, myślała,Że na nią zerkali pracownicyBo jest najpiękniejszą w okolicy damąSam jako narrator żałuję,Że personel na czele z KarolemNic nie wiedział,Że za moment magistra obronę miałaTo by się dopiero ucieszyliPierwszą fazę niedoszłejPsycholog jednak uświadczyliKrople potu na jej czolePięknie lśniły, było wystrzałowoDla Karola z załogą,Dla niej na razie też kolorowoUwierzcie moim słowom,Marysia była w szoku zdrowoDotarła do sedna materii,Postanowiła orzec to na uczelniNiedzielne ofiary i oprawcy niedzielniKażdy ponad każdym, wszyscy najmądrzejsiStara Janina w bujanym foteluW domu przypomina sobie GrzesiaI rozmyśla, czemu to zrobiłaBez pewności, ale wymierzyła palcemDziś była górą w nierównej walceDla niej wszyscy młodzi łysi tacy samiŚcierwo – myśli tak serioMniej więcej w tym czasie pod pizzeriąWychodząc po pracy,Karol śmiał się, jaki numer wyciąłI nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiącFlashback –I maska zrzedła mu, mógłbym przysiącWspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimąI stał tak chwilę z nietęga minąJak to było, pijalnia piwa pod wieczórLokalne panny, Karol i Grzesiu, i numerCoś do dzisiejszego w podobieGrzegorz odlał się do piwa,A Karol nieświadomie łyknął sobiePsikus, kurwa jego mać, raz, dwaPowrót do rzeczywistości,Przystanek pod pizzeriąKarol, kilku gości,Śmiech i maskowany ból w tleTymczasem Ryszard taryfiarzZapiekankę je z budy spod patykaObok Neoplan na przystanku się zatrzymałWysiadły dwie turystki całkiem młodzieżoweRysiu odwrócił głowę i obcinaKażda ma dobrą nogę,Bufet też niczego sobie i kozackie licaWziąłby obie na ostroPochłaniając ostatniego gryza,Spojrzał na typaKtóry miał na sobie bluzę ProstoI właśnie wsiadał do taryfy“Dokąd?”, spytał Rychu i na tym zakonczymy Brak tłumaczenia! Pobierz PDF Teledysk Informacje Słowa: brak danych Muzyka: brak danych Rok wydania: brak danych Płyta: brak danych
Każdy ponad każdym, skurwysynInnego traktuje, jakby był niczymWszyscy najmądrzejsi, jebaniMyślą chyba, że są wybrańcamiWszyscy tu, niestetyNa takie podejście brak mi przedstawić komuś najlepszy storytelling, jakiego doczekaliśmy się na przestrzeni ponad dwudziestu lat w polskim hip-hopie, należałoby sięgnąć właśnie do tego nagrania utwór znalazł się na płycie „Kodex 2”, czyli kontynuacji cenionej kompilacji producenckiej duetu WhiteHouse. Rapuje w nim tylko jeden z członków WWO, Sokół. Do rapera przylgnęło już na początku jego działalności określenie „narrator”. „Każdy ponad każdym” doskonale tłumaczy, dlaczego tak się stało. W trakcie trwającego blisko siedem minut kawałka Sokół łączy wiele wątków, przedstawia w niezwykle plastyczny sposób galerię ludzkich postaci, rysując swoimi wersami obraz godny najbardziej wciągających thrillerów. Każdy z bohaterów ma jakąś skazę, personifikuje określoną ludzką przywarę, zaś ich przygody splatają się często w zupełnie niespodziewany sposób. Utworu słucha się z wypiekami na twarzy, nie pozwala się on nam oderwać choćby na chwilę, wciąga bez reszty. W połączeniu z komiksowym teledyskiem stanowi jedno z nagrań, które zna każdy fan polskiego hip-hopu niezależnie od wieku czy preferencji odnośnie do artystów lub stylów. Od 2004 roku wszystkie storytellingi, które może usłyszeć na rodzimych płytach, porównuje się i mimowolnie odnosi do niezapomnianego popisu Sokoła
wwo każdy ponad każdym tekst